Warning: A non-numeric value encountered in /home/businesm/domains/mamabiznesowa.pl/public_html/wp-content/plugins/eu-cookie-law/class-frontend.php on line 106

 

Dziś zacznę trochę z przymrużeniem oka i zapytam Was o to, jakie są 2 najgorsze, zdradliwe wynalazki ludzkości, które niejedną już kobietę doprowadziły na skraj załamania nerwowego, zdenerwowania, płaczu, odebrały chęci i pewność siebie?

No dobrze … już zdradzam … lustro i waga

 

Część z Was może teraz przestanie już czytać, część może uśmiechnie się z politowaniem, część uzna, że pusta kobieta ze mnie, skoro kobiecość sprowadzam do wyglądu, bo … przecież liczy się wnętrze. Jeżeli czytasz dalej, to już śpieszę z wyjaśnieniem. Ja uwielbiam swoje wnętrze, czuję się ze sobą, jak z najlepszą przyjaciółką, wyrosłam z wątpliwości i najnormalniej w świecie postanowiłam polubić swoją skromną osobę, bo skoro ja nie będę się lubić, to jak mogę oczekiwać, że polubią mnie inni. I przyznaję, że to działa, bo odkąd patrzę na siebie przychylniejszym wzrokiem, to w moim życiu pojawiło się wiele cudnych kobiet, obecnie … tak około 37.000

Jednak lubić siebie, nie jest jednak jednoznaczne z akceptowaniem siebie, swoich wad, niedociągnięć itd. I obawiam się, że nasz wygląd jest i niezmiennie pozostaje dla nas ważny, nie tylko dla mnie, ale dla wszystkich kobiet, nie ważne czy mają lat 15, czy 65. Każda z Nas chciałaby być piękna, zgrabna, szczupła, atrakcyjna. Skąd ta pewność? Nie opieram się tylko na moich przemyśleniach, ale potwierdzeniem tego są miliardy kosmetyków sprzedawane na całym świecie, tłumy użytkowników fitnessclubów oraz rzesze klientek salonów kosmetycznych.

Możemy się opierać, buntować, burzyć, walczyć i przeciwstawiać urodowemu światu, możemy deklarować, że starzenie się nas nie rusza, że trzeba starzeć się godnością i generalnie nie zajmować głupotami, jakim jest wygląd. Jednak jesteśmy na straconej pozycji, ponieważ najnormalniej w świecie, My po prostu chcemy się podobać – sobie, partnerowi i otoczeniu. Czy to zbrodnia, czy to grzech? Absolutnie nie, ponieważ lubiąc siebie, podobając się sobie, akceptując siebie, możemy się pokochać, mieć większą wiarę w swoje możliwość i napęd do tego, aby zawojować świat. A realizacja siebie, swoich pasji i marzeń to cel i misja każdej kobiety.

Jednak … cóż zrobić, jeżeli los nie okazał się łaskawy? Jeżeli od nastoletnich lat prześladują nas kompleksy? Jeżeli od wieków walczymy z sobą i nadal jedyne , co widzimy , to nasze braki ?

Nieskazitelna cera, idealna figura i perfekcja w każdym calu. Której  z nas jest to dane? Która Nas nie zna smaku rozczarowania i zawodu własnym wyglądem. Możesz oszukać męża, koleżanki, znajomą z parku, ekspedientkę w sklepie, ale siebie nie oszukasz. Kompleksy to nie tylko domena dojrzewających nastolatek, walczących z burzą hormonów. Niestety życie pokazuje, że lata mijają, hormony łapią względną równowagę, życie się toczy, doświadczenia się kumulują, zaliczamy smutki, problemy i radości i … nadal mamy kompleksy, nadal porównujemy się z innymi, nadal chciałybyśmy być szczuplejsze, zgrabniejsze, mieć ładniejszą cerę, inne włosy, czegoś mniej, a gdzie indziej więcej …Czasami czujemy niedosyt a czasami denerwuje nas nadmiar. Ile kobiet, tyle kompleksów, tyle marzeń, aby coś zmienić. Kompleksy to nasze subiektywne pragnienie i pogoń za akceptacją, pewnością siebie i szczęściem.

Dlaczego o tym piszę? Skąd tak dogłębnie znam pojęcie kompleksów? Bo dla mnie to nie jest teoria, dla mnie to moje doświadczenia i moje życie.

Wytłumaczenie jest najprostsze na świecie. Ja, kobieta 37-letnia, mama, żona, kobieta szczęśliwa i spełniona, całe życie walczę z kompleksami. Tak, nie wstydzę się tego powiedzieć, nie chcę tego zaakceptować, nie chcę udawać, że jest mi super, ponieważ mam fajne wnętrze. Ja jestem kobietą i chcę się czuć dobrze i pewnie w swojej skórze. Dziś wiele z Was zazdrości mi figury, ale już Wam zdradzę, że kilka lat temu, po moim rozwodzie, który przypłaciłam strasznym stresem, ważyłam 20kg więcej. Ktoś powie, co tam, to nie jest ważne, byłaś mimo to fantastyczną kobietą … Jasne, może byłam, ale czułam się bardzo źle i … podjęłam walkę … nie o zaakceptowanie wagi, ale walkę z wagą. Wygrałam i bardzo się teraz pilnuję, ponieważ wiem, że chcę taka pozostać, bo taka się sobie podobam.

Ale jest coś jeszcze, coś zdecydowanie większego kalibru… Moje wielkie, niespełnione marzenie, moje przekleństwo i przyczyna niejednego załamania – trądzik – tak , dobrze czytasz, mój wiek niestety nie wyleczył mnie z tej nastoletniej przypadłości. Ja naprawdę próbowałam, starałam się, tłumaczyłam sobie, i nawet już czasami byłam bliska tego, aby uwierzyć, że cera to nie wszystko, że mam parę zalet, które powinny mi zrekompensować moje urodowe braki  Kiedy odkryłam photoshopa, przynajmniej robienie, oglądanie i pokazywanie Wam moich zdjęć stało się przyjemniejsze. Jednak w życiu codziennym photoshop już nie zadziała, nie kryje, nie zatuszuje, codzienność bezwzględnie uwidacznia moje niedoskonałości.

Kolejny kompleks to zbyt małe usta. Całe życie nie malowałam ust, ponieważ nie podobają mi się i nie chcę ich jeszcze bardziej pokazywać. Stawiałam na mocniejszy makijaż oczu, aby nikt nie widział moich ust.

W pewnym momencie życia uznałam, że otrzymałam od życia już tak dużo, no grzechem po prostu byłoby ciągłe narzekanie na wygląd. Jednak gorsze chwile przychodziły i wracały, każdy poranek, spojrzenie w lustro, to próba i po chwili już jest jasne, jak zaczynam ten dzień. Mimo najszczerszych chęci, nie potrafiłam nie porównywać się do innych kobiet i babska zazdrość też nie jest mi obca.

I teraz, po kilku miesiącach analizowania i myślenia, zrobiłam to … powiększyłam usta! Ja wiem, że teraz mogą na mnie spaść gromy, ze to głupota, że …. Ale od razu mówię, ja naprawdę jestem dużą dziewczynką i już nie przejmuję się opiniami i ocenami innych. To było moje marzenie. I teraz, choć dużo się nie zmieniło, to ja sama ze sobą czuję się zdecydowanie lepiej. Już kupiłam 10 szminek, już wielką przyjemność sprawia mi malowanie się, z przyjemnością spoglądam na siebie w lustrze. I jestem szczęśliwsza. Teraz tylko żałuję, że  nie zdecydowałam się wcześniej. Bo słuchajcie, życie jest jedno, nie na wszystko mamy wpływ, nie wszystko możemy zmienić, ale … są sprawy, które możemy zrobić. Potrzebujemy odwagi i chęci. Ja nie oglądam się na innych, co powie jakaś mama ze szkoły moich dzieci, ekspedientka ze sklepu, czy kuzynka, która widuje mnie 2 razy w roku i nigdy nie straci okazji, aby mnie oblukać i ocenić. Sorry, to mnie już nie rusza. Ja jestem panią siebie i swoich decyzji!. A decyzje mogą być różne, może nie chcesz wracać do pracy, tylko pozostać z dziećmi w domu, a może odwrotnie, decydujesz się zapisać dziecko do żłobka, bo marzysz o tym, aby się rozwijać. Decyzje mogą być różne, popularne i kontrowersyjne, ale to mają być Twoje decyzje!!! Nieważne, czy chcesz wyjechać na samotny weekend, czy chcesz kupić kolejna parę butów, czy … powiększyć usta. Ja chciałam i zrobiłam to. I jedyne, czego żałuję, to jest to, że zdecydowałam się tak późno.

Pamiętaj, życie jest jedno, młodsza już nie będziesz, jeżeli masz na coś ochotę, to zrób to, ponieważ lepiej żałować podjętych decyzji, niż straconych i niewykorzystanych szans.

 

 

 

 

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informacji

Aby zapewnić Tobie najwyższy poziom realizacji usługi, opcje ciasteczek na tej stronie są ustawione na "zezwalaj na pliki cookies". Kontynuując przeglądanie strony bez zmiany ustawień lub klikając przycisk "Akceptuję" zgadzasz się na ich wykorzystanie.

Zamknij