Wyprowadzam się!!!

tui blog

 

I stało się. Znowu nadeszła jesień. Każdego roku zaklinam rzeczywistość i staram się przekonać samą siebie, że to cudowna pora roku, że piękne liście, że kasztany i że … no to byłoby na tyle plusów. Po za tym widzę już tylko minusy.

Ale … nie będę dziś załamywać się pogodą, kiedy dookoła tyle się dzieje. Ja urodzona szczęściara, której świat sprzyja, mam zdecydowanie trudniejszy okres w życiu. Tak jakoś się dziwnie składa, że wraz z nadejściem jesieni nadeszło do mnie jeszcze parę problemów. I jak ja mam się przekonać do tej ponurej pory roku. Już nawet przejrzałam ofertę sklepów z obuwiem, żeby na osłodę zakupić sobie nową parę butów, ale jestem w takim nastroju, że nawet to nie poprawiło mi humoru.

Jaka jesień jest, każdy widzi. Deszcz, ciemno, buro i ponuro. Skończyły się przejażdżki na rowerze i inne przyjemności. Najchętniej zawinęłabym się w koc i przesiedziała ten czas przy kominku. Sorry, taki mamy klimat.

Jednak ten rok jest wyjątkowy. Ten czas jest wyjątkowo trudny dla mnie.

Doskonale wiecie, że kilka tygodni temu powitaliśmy w domu nowego członka rodziny – labradorkę Bellę. Wszystko było cudownie, tylko dzieci najpierw zaczęły dostawać ataku duszności, potem jeszcze pojawiły się zmiany skórne, a sytuacja stawała się coraz mniej przyjemna. Wraz z rosnącą miłością do Belli, powiększała się ich alergia na nią. Dziś już wiem, że można to było sprawdzić wcześniej, zrobić testy itp. Ale kto o tym myśli, kiedy chce mieć w domu zwierzaka i przyjaciela w jednym. Ja nie zrobiłam i zapłaciłam za to bardzo wysoką cenę. Po 2 tygodniach lekarze nie dali nadziei. Rozpoczęły się poszukiwania nowego domu dla Belli. Tylko jak wytłumaczyć dzieciom, że musimy oddać komuś ich przyjaciółkę. No jak? L Czy może być coś trudniejszego? Kilka dni temu oddaliśmy Bellę nowym właścicielom. Zostali gruntownie sprawdzeni, przepytani i zaakceptowani. Wiemy, że będzie miała u nich dobrze, ale … wielki smutek pozostał. I tak początek roku szkolnego dla moich dzieci okazał się przykry, trudny i bardzo niewesoły.

Nawet pisanie o tym sprawia przykrość. A to dopiero początek spraw, które w tym miesiącu poszły nie tak. Za dużo się wydarzyło. Ja może jestem twarda. Ja może wyglądam na niezniszczalną, ale … mam swoje granice. Dziś trudno mi odnaleźć się nawet we własnym domu.

Dziś najchętniej spakowałabym siebie, męża, dzieci i wyjechała daleko, a nawet na zawsze. Tylko dokąd?

Świat jest taki ogromny i oferuje tak dużo. Gdzie byłoby najlepsze miejsce dla mnie? Gdzie, ja marzycielka twardo stąpająca po ziemi, czułabym się najlepiej? Może Paryż? Miasto miłości, artystów, mody i wielkich kontrastów. Kilka lat mieszkała tam moja siostra, bywałam i za każdym razem doznawałam wielkiego rozczarowania, bo po za wielkimi atrakcjami dla turystów, po za eleganckimi ulicami z pięknymi sklepami, po za cudownymi kawiarenkami z najlepszą kawą na świecie … to miasto naprawdę rozczarowuje. Miliony ludzi, wielki hałas i wielki brud. Dziś nawet Francuzi nie czują się tam bezpiecznie. Dziś wieczorne zejście do metra to wyzwanie. Przyjaciele, którzy tam mieszkają wykorzystują każdą chwilę, aby wyjechać i szukają spokoju po za Paryżem. Nie!!! To nie jest miejsce dla mnie i mojej rodziny. Zdecydowanie nie!

Zuzia namawia na Australię. Piękny kontynent, cały rok zielono i ciepło. Cisza, spokój, beztroska, mili ludzie, przyjazna szkoła. Inne życie i inny świat. Może to jest wyjście dla mnie? Może potrzebuję totalnego resetu i nowego otwarcia. Życie jest tylko jedno. Może to ten moment, aby rzucić wszystko i zaryzykować? Może …. Ale ta Australia jest tak daleko. Jak mamy zostawić rodzinę, przyjaciół ze świadomością, że ruszamy na drugi koniec świata. Skype, internet, komunikatory to nie wszystko. A ja potrzebuję bliskich mi ludzi. I tak kolejny kierunek została skreślony.

Aby nieco się zrelaksować i sprawić sobie przyjemność jest jedno sprawdzone rozwiązane dla każdej kobiety – fryzjer. Umawiam się i jadę do mojej pani Marty. Proszę farbować, ścinać, obym tylko oderwała się od przykrych myśli. I nie na darmo mówią, że wizyta u fryzjera to dla kobiety, jest jak terapia u psychologa. Po godzinie czuję się już zdecydowanie lepiej. A dodatkowo pani Marta daje mi rozwiązanie moich problemów. Jej koleżanka od lat mieszka w Grecji. To jest miejsce idealne, miejsce piękne, zielone, beztroskie, ciepłe, ale … już nie na całe życie … już tylko na jesienne wakacje.

Słuchajcie Moje Kochane, wbrew pozorom ja nie załamuję się rzadziej niż Wy, ja również miewam totalne kryzysy i trudne chwile, ja również muszę się mierzyć z problemami.

Ostatni czas sprowadził mnie do parteru, do tego stopnia, że zwątpiłam w siebie i w to co robię. Tak naprawdę wiem, że nigdzie nie będzie mi lepiej niż tutaj. Jestem u siebie. Tu jest mój dom, moja historia i moja rodzina, ale …z każdym rokiem coraz bardziej kocham podróżowania. To wyjazdy na krócej i na dłużej są dla mnie odskocznią i przywracają mi właściwą perspektywę. I nadszedł czas, aby znowu wyjechać.

Grecja. Kuszące. Tam nas jeszcze nie było.

Postanowiłam poczytać więcej. Poszukać informacji, wskazówek i podpowiedzi. I to co przeczytałam przekonuje mnie w 100%. Krystalicznie czyste, mieniące się odcieniami błękitu morze, piaszczyste, szerokie plaże, pachnące plantacje pomarańczy i cytryn, miasta pełne wspaniałych zabytków, kameralne wyspy, parki wodne z mnóstwem atrakcji, kulinarne specjały m.in. miód tymiankowy, najlepsza grecka oliwa. I to co najważniejsze. Słońce, którego tak bardzo mi brakuje. I znalazłam już nawet miejsce w sieci, które przeniesie mnie do tego raju – http://www.tui.pl/wypoczynek/grecja. Ale to jeszcze nie wszystko. Tam czas się zatrzymuje, tam problemy wydają się odległym wspomnieniem, tam mieszkają zawsze uśmiechnięci ludzie. Nie mogę się jeszcze dziś pakować, bo kilka spraw wymaga wyprostowania i dokończenia. Ale już dziś wiem, że na polską jesień najlepszym miejscem jest … Grecja. Jeżeli tak jak ja kochasz słońce i lubisz otaczać się pozytywnymi ludźmi, oglądać piękne miejsca i ważniejsze dla Ciebie jest „być” niż „mieć”, to poplanuj razem ze mną :)

Ania

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz