Ojcowie wracają …

ojciec blog

Wiele się mówi o ojcach złego. Tak się już jakoś przyjęło, że ojcowie to ciągle zajęci, że nie pomagają przy dzieciach, unikają domowych obowiązków, bliższa jest im kariera zawodowa, niż sprawy rodzinne i generalnie … to strasznie niedojrzali są Ci nasi Panowie. Cóż robić?

Ja jednak piszę ten tekst zupełnie z innej perspektywy. Ja mianowicie mam wrażenie, że z pewnymi, niereformalnymi wyjątkami, którzy nie są w stanie dorosnąć i podołać roli męża i ojca, to w ostatnich latach dzieje się dużo dobrego.

Podczas moich rodzinnych wyjazdów odpoczywam, jednak moja żyłka blogerska daje o sobie znać i ostatnio zauważam jedną istotną rzecz. Wśród gości hotelowych zawsze jest wiele  rodzin z małymi a wręcz malutkimi dziećmi.

Uwierzcie mi, jeszcze kilka, kilkanaście lat temu, dziećmi opiekowały się tylko mamy. Pamiętam doskonale, kiedy moja 15-letnia dziś córka była malutka i podróżowaliśmy, to zawsze zauważałam, że w sprawy dzieci zaangażowane są tylko mamy. To My czuwałyśmy na placach zabaw, to my biegałyśmy za dziećmi po restauracjach, karmiłyśmy, ubierałyśmy, pamiętałyśmy o smoczkach, czapeczkach, zabawkach. Ojcowie byli jakby obok na tych wyjazdach, może popchali wózek, może ponosili ciężkie torby, ale generalnie społecznie nie było takiego przymusu i oczekiwań, że ojciec ma pomagać. Wychowanie dziecka, a już na pewno opieka nad nim spoczywała na kobiecie. Koniec i kropka. Jeżeli jakiś tata angażował się bardziej, niż wynosiła średnia krajowa, to był bohaterem na miarę Supermana. A My żyłyśmy tak, jak dawałyśmy radę. A dawałyśmy średnio. Pamiętam jak dziś moje wyjazdy wakacyjne z Zuzią, no nie było lekko. Nie było jeszcze też takich hoteli, gdzie rodzice nie muszą się niczym martwić, ponieważ zajęcia są zorganizowane, zaplanowane, czy słońce, czy deszcz jest co robić i dzieci się nie nudzą i nie marudzą. 15 lat temu był zupełnie inaczej…

A dziś? Słuchajcie, ja mogę śmiało odtrąbić narodziny ojca.

Dziś na każdym kroku tuż za dziećmi biegają ojcowie. Widziałam mamy, które spokojnie szły do Spa, pobiegać, na basen, a w tym czasie opiekę nad dziećmi przejmowali ojcowie. I co zaznaczę, nie robili tego z miną cierpiętników jakby to był wyczyn na miano zdobycia Mount Everestu. Oni po prostu przejmowali dziecko lub dzieci!!! I świetnie sobie radzili. Ktoś mi tu zarzuci, że to tylko taka poza na czas wyjazdu, że pewnie normalnie, to palcem nie kiwną i wymigują się z domowych obowiązków, a teraz na wyjeździe robią dobre wrażenie. Nie sądzę, żeby tak było. To widać, że opieka nad niemowlakiem, bieganie za roczniakiem, czy zajmowanie dwulatka to nie nowość. Kiedy widziałam ojców, którzy przychodzą z takimi maluchami na basen i ogarniają przebieranie, pieluchy, zabawę, bezpieczeństwo, to uwierzcie mi, widać, że to nie ich debiut, tylko w sprawy dzieci są zaangażowani na co dzień. Kiedy jednak zobaczyłam tych tatusiów na posiłkach. Swoją drogą fantastycznych. …

 

Jednak były też malutkie dzieci, które marudziły, uciekały, płakały … normalka. Pamiętam, że nie raz i nie dwa, a pewnie tysiące, musiałam w przeszłości zrywać się i rzucać nadgryzioną kanapkę, aby gonić małą córkę. Oj pamiętam. Ale to, co zobaczyłam, było dla mnie totalnym zaskoczeniem. Oto mamy siedziały wygodnie, rozmawiały sobie beztrosko z kobietami z sąsiednich stolików, a za dziećmi … biegali ojcowie. I robili to ze spokojem, cierpliwością i uśmiechem na ustach.

Tak Dziewczyny. To działo się naprawdę. Teraz wierzę, że to pozytywny znak naszych czasów.

Ojcowie naprawdę zaczynają się angażować się sprawami dzieci. Nie stoją już z boku, tylko w miarę możliwości, czynnie uczestniczą w opiece, nawet nad maluchami. Odkąd wróciłam, częściej rozglądam się po ulicach mojego miasta. I to naprawdę widać. Ojcowie, którzy spacerują z wózkami, ojcowie, którzy bawią na placach zabaw z kilkulatkami, ojcowie, których coraz więcej widać w szkole, kiedy przywożą lub odbierają swoich uczniów. To dzieje się na naszych oczach. To nie tylko impuls podczas wyjazdów wakacyjnych i weekendowych, ale to codzienność.

Jeżeli Twój partner angażuje się w opiekę nad dzieckiem, wspieraj go w tym i nawet jeżeli krzywo zapnie pieluchę nie krytykuj. My do dziś śmiejemy się z naszej rodzinnej historii. Kiedy na świat przychodził mój najmłodszy syn, w domu z tatą została dwójka – 7 letnia Zuzia i roczny Jaś. Przygotowałam wszystko, stroje na każdy dzień, plan dnia, jedzenie itp. Kiedy moja rodzina przyszła odwiedzić swojego nowego brata w szpitalu, to dobrze, że leżałam, bo bym zemdlała. Ubrani byli jak największe nieszczęścia, wszystko od sasa do lasa, jak z cyrku, ale jacy byli dumni. A najbardziej dumny był tata, który wszystkiemu podołał. I dopiero po kilku latach powiedziałam mu, że umierałam ze śmiechu, jakie stylizacje im stworzył, ponieważ nie chciałam mu robić przykrości i wiedziałam, że bardzo się starał.

I Wy – moje drogie Czytelniczki, też dajcie się wykazać ojcom.

Oni naprawdę są na to gotowi, oni naprawdę dorastali już w przeświadczeniu, że opieka nad dziećmi to nie wstyd, a tylko powód do dumy, oni często bardzo chcą się zaangażować, tylko potrzebują zachęty, prośby, pomocy, wskazówek a nie krytyki. Dziś zapanowało społeczne przyzwolenie a nawet oczekiwanie, że ojciec ma być obecny w życiu dziecka nie tylko na zdjęciu, ale na co dzień. Mój mąż choć starszy od tych ojców, którzy debiutują w tej roli, zawsze mi pomagał. Z racji braku czasu, na pewno mniej niż by chciał, ale choć narzeka, że mało go na naszych zdjęciach, to w rzeczywistości zajmuje ważne miejsce w życiu dzieci. Jest tuż obok i zawsze gotowy, aby z nimi po prostu być.

Dodaj komentarz