Jak zostałam adwokatem Walentynek?

walentynki bog

 

Wszyscy ciągle o Walentynkach. Jedni lubią, kupują róże, zapraszają na kolacje, szukają inspiracji na rewelacyjny prezent, który zwali z nóg i będzie dowodem miłości. I … pozwólmy im na to.

Ja tolerancję mam chyba we krwi i obecnie bardziej niż fani Walentynek, denerwują mnie ludzie, którzy ich nie trawią i dają temu wyraz na każdym kroku, w każdym memie na fb i w każdym poście. Helloł. Jeszcze kilka dni temu nie uwierzyłabym, że ja stanę się obrończynią Walentynek. A dokładniej obrończynią wolności w postrzegania swojego świata.  Żeby była jasność, ja nie lubię Walentynek, nie czuję tego święta, które wymusza na mnie pełną gotowość 14 lutego. Tego przymusu, że właśnie tego dnia mam być nastawiona na miłosne uniesienia. Moja przekorna natura daje o siebie natychmiast znać. I ja na okazywanie miłości będę miała ochotę na pewno dzień „po” 😉

Jednak najbardziej na świecie cenię sobie prawo do wolności, do decydowania o tym, co robię, kiedy robię, z kim robię i jak mam ochotę spędzić ten dzień.

Trochę mnie osobiście męczy wszechobecna czerwień, przymus walentynkowych randek, prezentów i serwowania na prawo i lewo serduszek. No przepraszam, że kogoś może urażę, ale tak trochę mam. Jestem mamą biznesową i zdaję sobie sprawę, że niestety to trochę sztucznie wykreowane święto, które służy marketingowi i handlowi. Kiedy nasi panowie dwoją się i troją, co kupić, czy kupić, a może kino, albo romantyczna kolacja, spece od marketingu zacierają ręce i liczą zyski. Takie są fakty a ja oszczędna jestem, praktyczna i nie lubię być trybikiem w machinie sprzedażowej. Sama lubię określać swoje życiowe decyzje, terminy randek i miłosne uniesienia a nie, aby czynili to za mnie inni J

Jednak … sama sobie nie wierzę, ale dziś to ja staję w obronie tego święta.

Dlaczego????

Nie dajmy się zwariować. Możemy lubić Walentynki lub ich po prostu nie trawić, jednak nie organizujmy życia innym,  nie narzucajmy swoich racji i wyborów. Jeżeli nie masz ochoty na serduszka, czerwone róże i czekoladki, to masz do tego prawo, ale nie hejtuj na prawo i lewo.

Ja stojąc w obronie Walentynek, paradoksalnie zalazłam najważniejszy dla mnie argument, który sprawił, że ja sama spojrzałam na ten dzień przychylniejszym okiem. W dzisiejszym świecie, kiedy wszędzie zło, zbrodnie, nieszczęścia, tragedie, płacz i zgrzytanie zębów, to ja chyba jednak poproszę o dzień, kiedy króluje miłość, sympatia, ciepłe uczucia i bliskie relacje. Chciałabym po prostu nadal wierzyć, że świat nie jest zły, nakierowany na zyski, pieniądze, kariery, że nadal „dobrych ludzi jest więcej”, że wciąż najważniejsi są nasi najbliżsi.

Tak. Sama sobie nie wierzę  :)

Jeszcze kilka dni temu pisałam, że ja nie potrzebuję Walentynek, że my po 10 latach razem, już nie potrzebujemy zapewniać się o naszych uczuciach, właśnie 14 lutego, kiedy zbliża się rata naszego kredytu, kiedy spływają moje nowe zlecenia do wykonania, kiedy pracuję pełną parą nad nowym kursem online, a moje dzieci pociągają nosem, co nie wróży najlepiej. A tu jednak … okazało się, że może ten dzień zmobilizuje nas trochę, aby jednak się zatrzymać, może nie na cały dzień, bo świata nie zatrzymam, ale choćby na chwilę, aby wypić razem kawę, pobyć razem, choćby wspólnie obejrzeć odcinek serialu.

Tak!!! I ja byłam sędzią, przecież ja powinnam zostać adwokatem, bo od dziś kręci mnie branie w obronę tego, co wzbudza negatywne emocje i oceny 😉

Bądźmy przede wszystkim tolerancyjne. Nikt nie ma monopolu na wiedzę i na rację. Najłatwiej zhejtować, obrzucić błotem, znaleźć wszelkie negatywy i … poczuć się lepszym i mądrzejszym. Ja się z takich metod wypisuję. Ja wierzę, że każdy najlepiej wie, co jest dla niego dobre i cenne. I, że każdy wie, jak dbać o swój związek, swoje relacje i swoje miłości. Koniec i kropka.

Od dziś złego słowa nie powiem o Walentynkach. Kupujcie pluszaki, czerwone stringi i co tylko chcecie i jeżeli to Wam sprawia przyjemność i czujecie się szczęśliwi, to tylko Wam gratuluję i życzę wszystkiego , co najlepsze. A jeżeli 14 lutego masz plan mycia szafek w kuchni i nadrabiania zaległości w prasowaniu, to też trzymam kciuki. Nie zapomnij tylko zaplanować innego dnia, aby jednak wyjść z drugą połówką na randkę i poświętować swoją miłość.

Kochajmy się … kiedy chcemy i jak chcemy, może nie tylko 14 lutego, ale każdego dnia :)

Pozdrawiam

Ania

 

Moje prawnicze podejście do życia wygrywa :) Pamiętajcie, że prowadzę konsultacje prawne online. Jeżeli masz problem, potrzebujesz porady, napisania pozwu, pomocy w sądowych formalnościach, to zapraszam :)

Piszcie na adres – kontakt@mamabiznesowa.pl :)

Dodaj komentarz