Jak wspierać ucznia?

szkoła blog

Wszystko co dobre kiedyś się kończy i tak skończyły się nam wakacje i dzieci powróciły do szkoły.

W ostatnich dniach  coraz częściej w naszym domu powtarza się taka sytuacja: Zuzia siedzi i się uczy, za oknem ponuro, historia nie wchodzi, biologia nudzi, kusi dobra książka, kolejna pasja, nowe hobby. Co wtedy robi dobra mama, za jaką się uważam 😉 Może mnie ochrzanicie, może zrozumiecie, może zlinczujecie, ale ja… nakazuję Zuzi zamykać książki, zostawić naukę i realizować siebie, uczyć się tego, co ją naprawdę interesuje, zachęcam do poznania kolejnego programu graficznego lub przeczytania artykułu w języku angielskim.

 Zdziwisz się? Bo uważasz, że nauka jest najważniejsza. Sądzisz, że świat dziecka, to lekcje i obowiązki szkolne.

Przewidujesz, że tylko najlepsza średnia, świetne oceny, zagwarantują Twojemu dziecku najlepszy start w dorosłość, karierę i cudowne życie. Co więc robisz? Zapisujesz na dodatkowe zajęcia, korepetycje, śledzisz rankingi, wybierasz najlepsze szkoły. Nieważne, jakie efekty ma dotychczas Twoje dziecko, wychodzisz z założenia, że dobra szkoła, najlepsza klasa, podciągną jego oceny, zmotywują, obudzą ambicje. Lepiej być najsłabszym wśród najlepszych, niż odwrotnie. A bycie tym najlepszym, to przecież jest sens jego dzieciństwa i Wasz – Rodziców. Już nawet po cichu widzisz, jak kończy wymarzone przez Ciebie studia, otwiera kancelarię prawniczą lub prywatną praktykę lekarską, a Ty pękasz z dumy. Takie jest Twoje marzenie i cel, jednak, żeby się zrealizowało, trzeba pracować już dziś, może to szkoła podstawowa, może już gimnazjum, to nie ma znaczenia, na naukę nigdy nie jest za wcześnie, nauki nigdy dość, kilka dodatkowych godzin, to zawsze korzyść i perspektywa cudownej przyszłości.

Rozczaruję Cię może, mam jednak nadzieję, że nie przestaniesz mnie lubić i doczytasz do końca 😉

 

Powrócę tylko na chwilę do mojego dzieciństwa.

Moi rodzice nie wymagali ode mnie, ponieważ nie musieli, ja sama wymagałam od siebie najwięcej. Mój syndrom prymusa towarzyszył mi przez całą edukację. Zawsze najlepsza, zawsze przygotowana, zawsze chwalona. Myślisz, że jestem z tego dumna? Nic z tych rzeczy. Najlepsze oceny, studia prawnicze, perspektywa kariery, to nie wszystko. Dużo osiągnęłam, ale zdecydowanie więcej straciłam. Umknęło mi nastoletnie życie, młodzieńcze przyjaźnie, imprezy, miłości. Kiedy inni poznawali życie, poznawali tak naprawdę siebie, oswajali swoją dorosłość, ja się uczyłam. Dziś nikt mnie nie zapyta, co miałam na świadectwie z biologii, natomiast braki w kontaktach międzyludzkich nadrabiałam latami. Potrafiłam zaliczyć egzamin na maksymalną liczbę punktów, a nie potrafiłam odnaleźć się w większej grupie osób, bronić swojego zdania, zawalczyć o siebie w tym prawdziwym, realnym życiu. Szkoła się skończyła, studia przemknęły i oto wkroczyłam w dorosłość nie wiedząc kim jestem, jaka jestem i czego tak naprawdę chcę od życia. Najlepsze oceny nie zagwarantowały mi sukcesu, ponieważ w dzisiejszym świecie, to nie średnie są najważniejsze, ale takie cechy jak, przebojowość, pewność siebie, kreatywność, inteligencja społeczna, itd. A tego polska szkoła nie uczy. Niestety znajomość budowy pantofelka to zdecydowanie za mało. Konieczne jest odnalezienie się w grupie, zaradność. I na tym polu … przegrywałam z osobami, które nie należały do prymusów, które szkołę zaliczały swoją zaradnością i zdecydowanie mniejszym wysiłkiem niż ja. Jednak w odpowiednim czasie nauczyli się tego, na co mi zabrakło czasu.

Dziś wiem, jak to działa, ostatnio nawet znalazłam książkę pod wiele mówiącym tytułem „Dlaczego piątkowi, pracują dla trójkowych”.

Dziś już to wiem, dziś jestem mądrzejsza i dziś robię wszystko, aby uchronić moje dzieci przed bolesną lekcją życia, której ja doświadczyłam. Wiele lat potrzebowałam, aby nauczyć się tego, co jest najważniejsze, o co tak naprawdę w życiu chodzi. Moje lekcje, są dla mnie najlepszą wskazówką, jak wychowywać dzieci. Tak się składa, że cała trójka jest zdolna, na zebraniach wysłuchuję same pochwały, oceny mówią same za siebie. Mam mądre i zdolne dzieci. Jednak nie wymagam tego, aby byli lepsi i jeszcze lepsi, unikam wielkich, ambitnych szkół, w których od samego początku dzieci uczestniczą w wyścigu szczurów, dodatkowo podsycanym przez ambitnych rodziców. Moje dzieci lubią szkołę, lubią się uczyć, ale od najmłodszych lat, mają zainteresowania, pasje i czas, aby je realizować. Ich dzieciństwo, ma być prawdziwym, beztroskim czasem, kiedy poznają siebie, swoje mocne i słabsze strony, kiedy uczą się relacji z rówieśnikami.  Zuzia ma 15 lat, chodzi do III klasy gimnazjum, jest najlepszą uczennicą a od własnej Matki, ciągle słyszy, nie ucz się, odpocznij, idź na rower, pojedź do koleżanki… Dzięki temu ma czas na swoje marzenia, pasje i ambicje. Prowadzi kanał na YouTubie, uczy się przez to obsługi skomplikowanych programów graficznych, obróbki filmów i zdjęć. Jestem z niej dumna. Nie wiem co będzie robiła w życiu, jeszcze ma czas na takie decyzje, teraz jest pora na poznawanie świata. Ja ze swojej strony nie podcinam jej skrzydeł i zapewniam, że cały świat stoi przed nią otworem. Jednak niezależnie od tego, jaką drogę wybierze, to sobie poradzi, ponieważ już teraz wie to, czego ja uczyłam się latami. Ma marzenia, pasje, ambicje, pokorę, pęd do wiedzy, pewność siebie… Jestem o nią spokojna, więc odganiam ją od nauki i wypycham w świat… może przez to z kolejnego sprawdzianu z historii nie dostanie 6, tylko 4, ale przy okazji … odbierze ważną lekcję prawdziwego życia.

Drodzy Rodzice, nie odbierajcie swoim dzieciom cudownych lat dzieciństwa, nie przymuszajcie ich do nauki, licząc, że torujecie im drogę do wielkiej kariery.  Wspierajcie, pomagajcie, tłumaczcie, bądźcie obok.  Nie porównujcie, nie podsycajcie rywalizacji, która i tak towarzyszy dzieciom od najmłodszych lat. Już o tym pisałam, jeżeli chcesz przeczytać o najgorszym błędzie, jaki my – rodzice możemy popełnić to kliknij TUTAJ. Niech dzieci wiedzą, że gorsza ocena to nie jest koniec świata. Niech dziecko czuje, że rodzice kochają je bezwarunkowo, nie za oceny, nie za wyniki, nie za osiągnięcia. I to, co najważniejsze, nie realizujcie swoich niespełnionych ambicji, poprzez swoje dzieci. Wasza szansa minęła, pewne rzeczy możesz jeszcze zmienić, podjąć się zmiany i zawalczyć o swoje wymarzone życie. Masz do tego wszelkie możliwości. Nie macie jednak prawa ingerować w życie dzieci, ich przyszłość. To powinny być ich wybory i ich marzenia. Bądźcie obok, wspierajcie, popychajcie i pomagajcie się podnosić, kiedy nadejdzie niepowodzenie. To jest nasza rola i nasza misja. Ja jestem i będę obok, zawsze na posterunku, chcę widzieć, jak moje dzieci spełniają marzenia…swoje a nie moje…

Myśl na dziś:

„Wiedzę zdobywasz od innych

Mądrości musisz nauczyć się sam”

Ania :)

Ps. Jeżeli przeczytałaś ten tekst z zainteresowaniem, jeżeli zgadzasz się z moimi poglądami, jeżeli czujesz podobnie, to proszę Cię polub ten wpis, skomentuj a może nawet udostępnij go dalej. Wspierajmy nasze dzieci, a nie tylko wymagajmy. Dziękuję :)

Dodaj komentarz