Czy moje dzieci same wracają ze szkoły?

dzieci blog

 

Jak ja tęsknię do czasów, kiedy miałam w domu przedszkolaki, jakie wtedy wszystko było proste, ilu problemów i zmartwień wtedy nie miałam. Ale …życie idzie do przodu, dzieci rosną i dziś mam już na pokładzie trójkę uczniów.

Pamiętam czasy, kiedy byłam mała, kiedy po szkole wspólnie z koleżankami, całą gromadą wracałyśmy same do domu. Wszystkie mieszkałyśmy blisko szkoły, wszędzie było bezpieczniej, byłyśmy prawie sąsiadkami i sama pokonywałam ostatnie 300m!

Dziś jest zupełnie inaczej. Czasy się zmieniły, nasz tryb życia się zmienił, nasze wybory są inne. Dziś niekoniecznie wysyłamy dzieci do szkoły, która jest po sąsiedzku, dziś odległości zrobiły się większe, dziś mieszkamy na przedmieściach, a do szkoły mamy czasami kilka kilometrów. Skończyły się spacery do szkoły. A nawet jeżeli jesteś szczęściarą i do szkoły dzielą Cię 3 ulice, to dochodzi strach o dziecko, bo czasy są jakby niebezpieczne. Wystarczy obejrzeć wiadomości, posłuchać informacji w radio, aby usłyszeć o dziesiątkach wypadków samochodowych i wielu innych nieszczęściach.

Jestem mamą i strach jest wpisany w moje macierzyństwo.

Jestem świadoma tego, że nie uchronię moich dzieci przed wszystkim, ale jak to mówiła moja Babcia: „Strzeżonego, Pan Bóg strzeże” I ja nauczona tego, staram się zapewnić moim dzieciom maksymalne bezpieczeństwo.

Ale zanim wrócę do siebie, to przedstawię Wam przepisy prawa, ponieważ kwestie samodzielnego powrotu dzieci ze szkoły określają przepisy prawa. I tak przepisy są jednoznaczne, dziecko, które skończyło 7 lat, może samodzielnie opuścić szkołę. Jeżeli jest młodsze, może wracać pod opieką kogoś starszego, np. rodzeństwa, które z kolej musi mieć ukończone 10 lat. Tyle przepisy prawa, a co na to życie?

Jestem zdania, że taką decyzję, zawsze muszą podjąć rodzice. Przyczyna jest bardzo prosta,. Każde dziecko jest inne, dzieci w tym samym wieku mają różną dojrzałość, świadomość zagrożeń, jedno dziecko jest spokojne i rozsądne, drugie natomiast jest roztrzepane i po prostu nie powinno samo wracać ze szkoły. Ja sama u siebie widzę ogromne różnice między dziećmi, Zuzia zawsze odpowiedzialna i myśląca, a chłopcy w tym samym wieku są zwariowani i wydaje mi się, że emocjonalnie jeszcze nie są gotowi na taką samodzielność.

I wracając do naszej sytuacji :) Tak się składa, że mieszkamy pod miastem i do szkoły mamy 6 km. To wyklucza samodzielne powroty.

Większość dzieci jest podwożonych do szkoły przez rodziców, co widać w gigantycznych korkach na wszystkich drogach prowadzących do szkoły. To sprawia, że dzieci są bezpieczne, że mamy rano więcej czasu, że dzieci mogą pospać kilka minut dłużej, że ja jestem spokojna odstawiając je pod sama klasę, ale… gdzieś w środku jest mi żal, że moim dzieciom przyszło żyć w takich zwariowanych, szybkich i niebezpiecznych czasach. Ja do dziś z łezka w oku wspominam moje czasy szkolne, kiedy my dzieci miałyśmy swój świat po za szkołą, kiedy po lekcjach wspólnie chodziliśmy na plan zabaw, kiedy wspólnie wracaliśmy do domu, kiedy odwiedzaliśmy się i wspólnie odrabialiśmy lekcje. Jest to kolejna rzecz, której moje dzieci nie doświadczą, których nie poznają i będą biedniejsze o wiele fantastycznych przeżyć, doświadczeń i emocji.

Jeżeli dorastałaś w czasach, kiedy norma było, że dzieci same wracają ze szkoły, jedzą obiady w szkołach, biegają po podwórkach, rozbijają kolana na trzepakach, mają tajne skrytki na osiedlach, to wiesz o czym piszę.

A wracając do naszych powrotów ze szkoły … jeżeli mieszkasz na tyle blisko, że rozważasz, czy można, czy to bezpieczne, czy dziecko sobie poradzi, to na pewno skoncentruj się na dziecku. Rozmawiajcie, tłumacz, jak należy się zachować, jak unikać niebezpieczeństw i oceniaj, czy to już jest ten moment.

Nie uchronimy dziecka przed wszystkim, ale musimy wychowywać mądrze, tłumaczyć, pokazywać zagrożenia, uczyć, jak się zachować i jak rozwiązywać problemy, a potem przyjdzie moment, kiedy trzeba będzie te nasze dzieci puścić w świat, choćby ten świat to na początku był tylko spacer do koleżanki :)

Pamiętam chwilę, kiedy moja córka pierwszy raz jechała autobusem do koleżanki właśnie, na drugi koniec miasta … bałam się , jakbym ją wypuszczała samą do Nowego Yorku :) Ja drżałam ze strachu i tylko czekałam na wiadomość, że bezpiecznie dotarła, a ona była przejęta i podekscytowana swoją przygodą.

Tak Kochane, my będziemy się bać już zawsze, ale musimy wierzyć w nasze dzieci i ufać, ze sobie poradzą. Na początku z tą małą samodzielnością, a potem z kolejnymi wyzwaniami. Bo jak nie one, to kto :)

 

Dodaj komentarz