Bunt Matki Polki

lg blog2

Dostaję od Was mnóstwo wiadomości i jeżeli miałabym wybrać temat, który pojawia się najczęściej, to zdecydowanie jest to nasze macierzyństwo i trudy, które ze sobą niesie.

Pytacie mnie jak sobie radzę, jak ogarniam dom, jak godzę obowiązki zawodowe z wychowywaniem dzieci, czy miewam kryzysy, czy mam czasami ochotę odwrócić się na pięcie i wsiąść do pociągu byle jakiego, byle tylko jechał daleko 😉

Ostatnio jedna wiadomość wyjątkowo mnie poruszyła. Napisała do mnie Iza:

„Nie mam siły. Pracuję w korporacji, 8-10 godzin stresu, potem odbieram dzieci z przedszkola, zakupy, wracam do domu i już nie mam siły na nic. A ostatnią rzeczą o jakiej marzę, to zabawa z dziećmi. Czasami czuję się wyrodną matką. Jeżeli jeszcze na fejsie zobaczę zdjęcia moich koleżanek, które z uśmiechem pozują ze swoimi dziećmi, to czuję się, że poległam. Robię co mogę, ale nie daję rady fizycznie i psychicznie. Czuję się jak chomik w kołowrotku, który pędzi przed siebie i jest jeszcze obserwowany i oceniany przez innych. Nienawidzę spotkań z innymi matkami i tego licytowania się, ile przepisów na zdrowe przekąski znają, jakie zabawy wymyślają, jak to gardzą bajkami … po takim spotkaniu to ja gardzę samą sobą. Kocham moje dzieci nad życie, zrobiłabym dla nich wszystko, ale nie daję rady być idealną mamą, pracownikiem, córką, gospodynią domową a jeszcze żoną. Czy tylko ja nie ogarniam życia?”

Po takich wiadomościach wiem, że wszystkie jedziemy na tym samym wózku, tylko … niektóre z nas lepiej się kamuflują. Niech odezwie się ta z Was, która nigdy nie czuła się podobnie, która nigdy nie miała dosyć wszystkiego, która nigdy nie odliczała godzin do wieczora, która chciała uciec z domu, choćby na kilka godzin. Jestem pewna, że nie ma takich. Nie ma idealnych matek, bo być idealną matką w XXI wieku to niewykonalne zadanie. Pora się z tym pogodzić.

Żyjemy na krawędzi naszych możliwości. Kiedyś wystarczyło dzieci kochać, zmienić pieluchy i dać klucz na szyję. Dziś każdy wcina swoje trzy grosze: psycholog, pedagog, lekarz, każdy ma dla Ciebie wytyczne, co robić, jak, kiedy. Wszyscy pchają się z buciorami do naszego życia, do naszych garnków i naszych poglądów. Ty jesteś matką, ale to tylko teoria, bo wszyscy wokół i tak wiedzą wszystko lepiej niż Ty.

Czasami mam dość … nie spokojnie , nie swojego życia, ale całej tej otoczki, która towarzyszy macierzyństwu.

Żebyśmy nie wiem jak walczyły ze stereotypami, z zasadami wcielonymi w życie przez kilka pokoleń Matek Polek, to nie jest łatwo przyznać się dziś do tego, że popełnia się błędy i że nie jest się matką doskonałą. Bo choć mamy już XXI wiek, choć wywalczyłyśmy wiele praw, to jednak nadal w świadomości społecznej istniejesz głównie jako kobieta, żona i matka. I nie daj Boże nie spisujesz się w tych rolach, to Kochana ocena Cię nie ominie. Każda matka na każdym kroku jest na cenzurowanym, bo kiedy pierwsze dziecko, za wcześnie lub za późno, bo w ciąży pracuje lub wręcz przeciwnie, jest na zwolnieniu i leży i nic nie robi, bo rodzi naturalnie, bo przez cesarskie cięcie, bo karmi piersią, bo decyduje się na butelkę, a  … to dopiero początek, bo z macierzyństwem to jest tak, że im dalej  w las, tym więcej drzew i tym więcej błędów do popełnienia i tym więcej uczynnych postronnych osób, którzy Ci te błędy zauważą, ocenią , wyrażą oburzenie lub ostentacyjnie przewrócą oczami.

Tak, tak, możesz być sobie kobietą, spełniać się zawodowo i na wielu innych polach, ale Kochana jak nie radzisz sobie z macierzyństwem i domem, to niech Cię boska ręka broni. Bo możesz być kim tylko chcesz, chodzić na jogę, uprawić wspinaczkę, ale najpierw matka musi dojrzeć wszystko, ogarnąć wszystko, dopiero może pomyśleć osobie. A ja mam tego dość, nie żebym zaraz jutro planowała samotną wyprawę po Azji, czy maraton w Nowym Yorku, ale po prostu czasami brakuje sił. Nie chce mi się gotować kolejnej zupki, jechać na kolejne zajęcia sportowe, oglądać kolejnej części Świnki Peppy, i czasami przychodzi dzień, kiedy najchętniej zaszyłabym się pod kocem i po prostu pomyślała o niebieskich migdałach. Czy to zbrodnia, że nie jestem idealna, i że dziś na śniadanie zaserwowałam moim dzieciom serek waniliowy, a nie zdrową kaszkę z jeszcze zdrowszym sokiem malinowym domowej roboty? Nie czuję się gorsza, ponieważ wiem, że jestem najlepszą mamą jaką tylko potrafię być, że kocham, troszczę się, świata po za moimi dziećmi nie widzę… jednak do perfekcji jest mi daleko. I nie okłamuje przy tym moich dzieci, one wiedzą, że mama może mieć gorszy dzień, ponieważ ma atak migreny i musi poleżeć w ciszy i spokoju. Oni wiedzą, że czasami mam tak dużo na głowie, że o czymś mogę zapomnieć, coś przeoczyć. Oni wiedzą, że zawsze dotrzymuję obietnicy, ale czasami nie na wszystko mam wpływ. Oni wiedzą, że mama się myli, popełnia błędy, ale zawsze przeprasza, zawsze jest przy nich i nigdy ich nie skrzywdzi wręcz na wojnę z całym  światem pójdzie, aby ich obronić.

Czy mam czuć się winna, kiedy słyszę, czego to inne Mamy nie robią, jak się bawią, jak ubierają, jakie rozrywki wymyślają. Gratuluję im wszystkim, podziwiam, ale sorry ja czasami nie mam siły, ja czasami mam gorszy dzień, czasami jestem zdenerwowana, bo pokłóciłam się z mężem, albo ktoś mnie wytrącił z równowagi. Nie jestem herosem o stalowych nerwach, ale tylko człowiekiem.

lg3

A kiedy po raz kolejny odpuszczam prasowanie, czy odkładam w czasie mycie okien, to nie zamierzam mieć poczucia winy. Mam za to swoje pomysły i patenty na to, aby nie zwariować, aby jednak ogarnąć to moje domowe życie.

Podstawa to umiejętność wyznaczania priorytetów.

Już dawno pogodziłam się z faktem, ze nie dam rady zrobić wszystkiego. Jak to w żartach piszą, ja i mój dom nie możemy jednocześnie wyglądać idealnie 😉 I ja w takich chwilach zawsze wybieram siebie 😀 Żartuje. Z moim wyglądem też różnie to bywa, ale jedno jest pewne, zaakceptowałam to, że doba ma tylko 24 godziny a ja setki obowiązków i wybieram mądrze. Jeżeli dziś sprzątam dom, to nie dam rady prasować. Jeżeli jutro syn ma występ w przedstawieniu, to praca musi zaczekać. Jeżeli gotuję obiad, to na 2 dni, aby mieć dzień przerwy. Takie to mam zasady. Jest ich oczywiście więcej, a Ty musisz wybrać swoje zasady i swoje priorytety. Czy ważniejsza jest łazienka, czy zmiana pościeli, czy dziś zakupy, czy wieczór przed telewizorem. Życie to sztuka wyborów, podstawa to wybierać świadomie i godzić się z tym, że pewne rzeczy trzeba odpuszczać. Jeżeli w porę tego nie zrozumiesz, to grozi Ci depresja i wyczerpanie fizyczne i psychiczne.

Mój kolejny trik organizacyjny, to umiejętność oszczędzania czasu.

Kiedy już coś robię, to staram się być produktywna i zrobić jak najwięcej. Jeżeli ogarniam dom, to nie latam jak szalona, aby jednocześnie sprzątnąć kuchnię, łazienkę i piwnicę, tylko podchodzę do tego systemowo J Jeżeli się nie przemieszczam, to nie tracę czasu i cennej energii 😉 W związku z tym sprzątam jedno pomieszczenie i idę dalej, jeżeli już prasuję, to nie 1 bluzeczkę, ale czekam, aż się uzbiera cały kosz, staję przed telewizorem i za jednym filmem mam wyprasowane wszystko. Przyjemne z pożytecznym J Jeżeli już dzieci mają ochotę na sernik, to nie jadę jak głupia przez pół miasta po ser, tylko planuję zakupy z wyprzedzeniem, wsiadam do auta, kiedy dzieci są w szkole, bo wiadomo, że zakupy w towarzystwie kochanych małolatów, to porażka i … jadę po zakupy na cały tydzień lub dwa. Raz a porządnie. Gdzie to wszystko trzymać zapytasz? Też miałam ten problem, ale już znalazłam rozwiązanie –  lodówki no Frost. No dobrze, powiem to szczerze, najpierw zakochałam się w wyglądzie tych lodówek a dopiero potem przekonałam się do ich funkcjonalności J Teraz ratują mi życie, bo są w stanie przechować każdą ilość serków, serów, jogurtów, kabanosów i innych frykasów dla mojej dużej rodzinki. Mają niezliczoną ilość komór, szuflad, półek i dzięki temu ja robię zakupy gigant. No dobrze i po prostu zakochałam się w specjalnej szufladzie, która zachowuje odpowiedni poziom wilgotności  dla przechowywania owoców i warzyw, dzięki czemu dłużej zachowują świeżość. Wow. To kosmiczna technologia jak dla mnie, ale skoro działa, to ja jestem jej fanką :)

Zakupy gigant pozwalają mi oszczędzać kilka godzin tygodniowo. W sam raz, aby przeczytać gazetę i umówić się na paznokcie :)lg1

I tak krok po kroku uczę się panować nad tym moim domowo-zawodowym chaosem. Raz wychodzi mi lepiej, raz gorzej, nie na wszystko mam wpływ, bo czasami przychodzi choroba dzieci, a czasami przytłacza ogrom pracy, ale ja nie załamuję się :) Mam dystans do siebie i do swojego życia. Wychodzę z założenia, że to tylko moje życie, moje porażki, moje sukcesy i nikomu nic do tego, czy już umyłam okna, czy umyję je dopiero na wiosnę. Polecam ten luz 😉

Wiecie co najbardziej mnie boli? Z czym nie mogę się absolutnie pogodzić?

Z tym, ze najgorszymi oceniającymi jesteśmy My – kobiety. Potrafimy być dla siebie nawzajem absolutnie okrutne, czego doświadczam nie raz czytając internetowe wpisy, komentarze, w których brak zrozumienia, a jest jedynie przekonanie o własnej nieomylności. Żadna z Nas nie ma patentu na najlepsze metody wychowawcze, tylko sposobów, ile dzieci i ile Mam. Dajmy sobie wsparcie, zrozumienie a nie wyrzuty i oskarżenia. Kochane Wy Moje, nie porównujmy się, nie szukajmy poklasku wśród innych, bo My same doskonale wiemy, czym jest macierzyństwo i jak być Super Mamą. Jeżeli miewasz gorsze chwile, słabości, wyrzuty sumienia, wiesz, że popełniasz błędy, czasami masz wrażenie, że oszalejesz, wyjdziesz z siebie i staniesz obok, to … oznacza to jedno … robisz wszystko jak należy. Nie odpuszczasz i starasz się i to wystarczy, aby być najlepszą Mamą jakiej potrzebuje Twoje dziecko. I do jasnej cholery, nigdy, ale nigdy, nikomu nie pozwól sobie wmówić czegoś innego i zachwiać Twoją wiarą w siebie. Liczysz się Ty, Twoje dzieci, Twój pomysł na macierzyństwo. Koniec i kropka.

Musiałam to napisać. Musiałam Wam się przyznać, że ja też czasami nie daję rady.

To nie zbrodnia. Może powinnyśmy po prostu odpuścić, przestać na siebie patrzeć jak na rywalki, cofnąć się kilka kroków wstecz, zacząć się przyznawać do kryzysów i gorszych dni. Tysiące z nas żyje w jakimś sztucznym świecie , oszukują siebie i innych, że sobie radzą i macierzyństwo im nie straszne. Uśmiechamy się do zdjęć a kiedy dzieci w końcu padną, kiedy jeszcze ogarniemy kuchnię, wstawimy pranie i pomieszamy zupę na kolejny dzień, to płaczemy w poduszkę, bo w całym tym zwariowanym życiu … brakuje nas.

Zrzućmy w końcu te maski perfekcyjnych mam.

Pora uświadomić sobie, że można żyć inaczej. Wczoraj miałam ogromnie stresujący dzień w pracy, więc dzieci obejrzały Scooby-Doo, abym mogła spokojnie wypić kawę i uspokoić nerwy. Dzięki temu wieczorem już w lepszej formie, wspólnie piekliśmy maślane ciasteczka. To nasze życie i to my mamy zawsze wybór. Wybierajmy nasze dzieci i … siebie. Bo w tej naszej rodzinnej układance, My też jesteśmy ważne.

A ja dziś jestem szczęśliwa, nie spinam się i nie robię nic ponad moje siły, kocham i jestem szczęśliwa.

Walczę każdego dnia, aby dać moim dzieciom najcudowniejsze dzieciństwo i  fantastyczne wspomnienia, jednak czasami odpuszczam. Daję sobie prawo do gorszej chwili i słabości. Moje dzieci są moimi dziećmi, ale są również doskonałym materiałem na moich najlepszych przyjaciół. Chcę abyśmy razem przebrnęli przez ich dzieciństwo, aby nasza więź, bliskość, miłość, zahartowała nas. Zawsze będę ich mamą, ale kiedyś będę chciała też być ich przyjaciółką. I tego się będę trzymać.

Ania 

WARTO SIĘ CZASAMI ZBUNTOWAĆ i kupić coś, co ułatwi nam życie 😉

lg2

Dodaj komentarz