Aborcja nie jest ok!!!

a blog

 

Aborcja to temat, który ciągle powraca i ciągle rozpala wiele emocji.

Ja swoje zdanie na ten temat mam od zawsze i żadna kampania, go nie jest w stanie zmienić. Nie wypowiadałam się kiedy wyruszały czarne marsze, kiedy kobiety zaczęły głośno wyrażać swoje zdanie i swój sprzeciw przeciwko proponowanym zmianom w prawie, które zakazałyby aborcji w większości przypadków. Nie mówiłam nic, ale dziś czuję, że powinnam coś powiedzieć…

Co się wydarzyło w ostatnich dniach, że postanowiłam napisać głośno, co myślę na temat aborcji???

Właśnie ukazał się nowy numer gazety „Wysokie Obcasy”, gdzie okładka i temat przewodni grzmi „Aborcja jest ok” W środku m.in. o tym, jak to aborcyjny dream tour ruszył po Polsce, a jego założycielki dumnie prezentują i propagują pogląd, że „aborcja jest ok”. Nie. Nie. I jeszcze raz nie. Nigdy nie pozwolę na to, aby mówić, że aborcja jest ok, bo aborcja nie jest dobra, aborcja to zawsze dramat, aborcja nigdy nie jest i nie będzie ok!!!

Słuchajcie, według mnie ta okładka i ta inicjatywa do końca zaprzepaściła cudowną społeczną akcję pt. Ratujmy Kobiety. Po takich hasłach i promowaniu łatwej i prostej aborcji na życzenie, nikt już nigdy nie weźmie nas – kobiet poważnie, a zwolennicy totalnego zakazu aborcji otrzymali w prezencie argumenty, które popierają ich starania.

Dlaczego????

Ja się pytam dlaczego mówicie, że aborcja jest ok???

Słuchajcie, temat aborcji zawsze podgrzewa polityczną atmosferę, zawsze budzi emocje i ukazuje różnice poglądów. Moim zdaniem kompromis, który z takim trudem został wypracowany przez poprzednie ekipy rządzące, powinien być utrzymany, ponieważ daje nam kobietom … wybór. Żadna z nas do końca nie wie, co by zrobiła, jeżeli zaszłaby w ciążę, w wyniku brutalnego gwałtu, kiedy okazałoby się, że ciąża zagraża jej życiu, co by czuła, kiedy okazałoby się, że dziecko jest nieuleczalnie chore i skazane na życie pełne cierpienia. Ja mogę mieć swoje zdanie, mogę dziś mówić, że nie, ja to nigdy bym nie zdecydowała się na usunięcie ciąży, ponieważ sumienie by mi nie pozwoliło, bo …  każda z nas może mieć inne „bo”. Jednak jak to czytamy w klasyce „tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono”. I dlatego, według mnie każda kobieta powinna mieć wybór, tak jak to jest dotychczas. I o to kobiety walczyły podczas czarnych marszy. Nie walczyły wcale o powszechny dostęp do aborcji, o prawo do aborcji na życzenie. Nie wiem, czy to media trochę spaprały sprawę, czy my nie wyrażałyśmy się wystarczająco jasno, ale naprawdę większość kobiet, które mokły w deszczu na ulicach wielu miast, walczyły tylko i aż o utrzymanie stanu, który jest obecnie. Nie wrzucajcie nas do jednego worka. To, że popierałam inicjatywę marszów, nie oznacza wcale, że chcę totalnej dopuszczalności aborcji, bo tak nie jest i większość kobiet powie tak samo.

Aborcja to dramatyczna decyzja.

Dla większości kobiet, które jej doświadczyły, to nie były argumenty, typu „za małe mieszkanie”, ale dużo poważniejsze. Być może ciąża, była efektem gwałtu, a może lekarze nie zostawili im żadnej nadziei i wiedziały, że na świat przyjdzie dziecko chore i skazane na cierpienie. Zawsze aborcja to wielki dramat dla kobiety, który wywołuje nie tylko wyrzuty sumienia, depresje, ale często poczucie winy, które niszczy całe życie kobiety, a kobieta nie potrafi się dźwignąć po wyborze, jakiego dokonała.

Ja nie będę nikogo nawracać i mówić, co ma robić, czy usunąć ciążę, czy wychowywać nieuleczalnie chore dziecko. To nie moja rola i nie mam takiego prawa. Ja chciałam tylko, aby każda kobieta mogła zdecydować samodzielnie, aby mogła podjąć tą straszliwie trudna decyzję. I o to toczyła się walka podczas czarnych marszach, abyśmy My, nasze córki, mogły zdecydować świadomie, co robić, jaką decyzję podjąć. Tak ładnie niektórzy mówią, żeby rodzić chore dzieci, odwołują się do religii i wytycznych Kościoła, tylko zdecydowanie mniej osób, chce potem pomóc, kiedy na świat przychodzi chore dziecko, kiedy potrzebuje terapii, leków, nie widzę też kolejek chętnych, którzy ustawiają się w kolejce, aby adoptować dzieci wymagające ogromu trudu, wysiłku i sił. Tak, bo to jest decyzja, która może zaważyć na jej życiu i życiu całej rodziny. I każda z nas powinna mieć takie prawo. Takie i tylko takie. Jednak zawsze. Jestem pewna, że zawsze, taka decyzja jest poprzedzona milionem wylanych łez, żalem, załamaniem i poczuciem doświadczania życiowej tragedii. Nie ma w życiu kobiety gorszych chwil i świadomości, że podejmuje najtrudniejszą decyzję w życiu.

Nie mówcie więc, do cholery, że aborcja jest ok, że to zabieg, jakich wiele, że to chwilowy przerywnik i wracamy do naszego wygodnego życia. Nie macie prawa tak mówić. Mówię to w imieniu kobiet, dla których aborcja byłaby największą życiową tragedią, kobiet, które są matkami, chcą być matkami, kobiet, które walczą o swoje macierzyństwo, a potem kochają nad życie.

Ja wiem, że z drugiej strony są kobiety, które idąc tropem poglądów prezentowanych w „Wysokich Obcasach”, mają inne poglądy i są przekonane, że „aborcja jest ok”. Doskonale wiemy, że podziemie aborcyjne ma się bardzo dobrze. Jednak publiczna walka i zaostrzenie przepisów prawa toczy się gdzie indziej i dotyczy wszystkich kobiet.

Ja wypisuję się z takiej walki. To już nie jest moja walka. Moja walka dotyczyła naszego prawa wyboru, do samodzielnej decyzji, a nie prawa do wygodnictwa i lekkiego traktowania życia. I będę to powtarzać zawsze:

 ABORCJA NIE JEST OK!!!

1 Comment

  1. Nic dodać, nic ująć. Zgadzam się w stu procentach.

Dodaj komentarz